Czasem wydaje nam się, że po dobre zdjęcie trzeba gdzieś pojechać.
Daleko.
W piękne miejsce. O odpowiedniej porze. Najlepiej wtedy, gdy światło jest idealne, a wszystko wokół wygląda dokładnie tak, jak sobie wyobrażaliśmy.
A ja coraz częściej znajduję swoje kadry zupełnie inaczej.
Blisko.
Podczas zwykłego spaceru.
Z aparatem zawsze przemieszczam się wolniej.
Kiedy zabieram aparat, zmienia się mój sposób patrzenia.
Idę wolniej.
Częściej się zatrzymuję.
Patrzę pod nogi, zaglądam między liście, obserwuję światło. Czasem przykucnę przy czymś, co dla osoby przechodzącej obok jest tylko kawałkiem trawy.
I zostaję tam na dłużej.
Nagle dostrzegę kroplę porannej rosy.
Cienką łodygę.
Maleńki fragment rośliny, na którym światło zatrzymało się dokładnie na moment.
Lubię te chwile.
Świat wokół nadal gdzieś się spieszy, a ja przez kilka minut zajmuję się czymś tak małym, że prawie można byłoby tego nie zauważyć.
Świat widziany z bliska
Chyba właśnie za to najbardziej lubię makrofotografię.
Za to, że pozwala podejść bliżej.
Nie tylko z aparatem.
Kiedy patrzę przez obiektyw, rzeczy zwyczajne zaczynają wyglądać inaczej. Zieleń rozpływa się w tle. Światło zmienia się w miękkie plamy. W maleńkiej kropli pojawiają się odbicia i kolory.
I przez chwilę istnieje tylko ten niewielki fragment świata.
Reszta przestaje być ważna.
Nie szukam wtedy idealnych roślin.
Nie przeszkadza mi krzywa łodyga ani liść, który ktoś mógłby uznać za nieciekawy.
Szukam światła.
Nastroju.
Czasem po prostu tego jednego momentu, przy którym coś każe mi się zatrzymać.
Kropla ciszy
Jedno z moich zdjęć powstało właśnie podczas takiego spaceru.
W parku miejskim w Legnicy.
Bez dalekiej podróży. Bez przygotowanej sceny. Bez pomysłu na fotografię, którą tego dnia koniecznie chciałam zrobić.
Zauważyłam kroplę.
Maleńką i prawie niewidoczną.
Zatrzymałam się.
Pamiętam zieleń wokół i miękkie światło. Pamiętam też tę charakterystyczną ciszę, która pojawia się u mnie wtedy, gdy naprawdę skupiam się na fotografowaniu.
Przez chwilę nic więcej nie miało znaczenia.
Była tylko ona.
Kropla.
Światło.
I ja z aparatem.
Tak powstała „Kropla ciszy”.
Fotografia, która później została nagrodzona pierwszym miejscem w konkursie „Mistrzowie Fotografii” w Legnicy.
Kiedy dziś na nią patrzę, przypominają mi się emocję, które towarzyszyły mi gdy otrzymałam tę nagrodę. Nadal jest dla mnie ważna.
Ale chyba jeszcze bardziej lubię historię tego zdjęcia.
Ponieważ zaczęła się zupełnie zwyczajnie.
Od spaceru po parku.
Nie trzeba szukać daleko
Fotografia bardzo zmieniła mój sposób patrzenia na miejsca, które znam.
Park nie jest już tylko parkiem.
Łąka nie jest tylko łąką.
Nawet roślina rosnąca gdzieś przy ścieżce może na kilka minut stać się całym moim fotograficznym światem.
Nie zawsze trzeba jechać w niezwykłe miejsce.
Czasem wystarczy wyjść z aparatem.
Iść trochę wolniej.
Patrzeć trochę uważniej.
A potem zatrzymać się przy czymś, co większość osób minęłaby bez spojrzenia.
Nigdy nie wiesz, czy to tam właśnie czeka ten kadr.
Mały.
Cichy.
Prawie niewidoczny.
Mój.