Każdy z nas wie, jak wygląda gerbera.
Kolorowe płatki ułożone wokół środka. Kwiat, który bez problemu rozpoznajemy nawet z daleka. Ale co się stanie, jeśli podejdziemy naprawdę blisko? Tak blisko, że przestaniemy widzieć cały kwiat. Zostanie tylko fragment płatka. Kropla wody. Światło. Kolor. I nagle coś dobrze znanego zaczyna wyglądać zupełnie inaczej.
Makrofotografia pozwala mi zapomnieć, na co patrzę
To jedna z rzeczy, które najbardziej lubię w fotografowaniu z bliska. W pewnym momencie przestaję myśleć: to jest kwiat. Zaczynam widzieć linie, kształty, przejścia kolorów. Obserwuję, jak światło przechodzi przez cienki płatek i jak zatrzymuje się w kroplach wody. Zwyczajny fragment rośliny potrafi wtedy zamienić się w zupełnie inny świat. Trochę abstrakcyjny. Trochę nierzeczywisty. Taki, którego bez aparatu prawdopodobnie nigdy nie zobaczyłabym w ten sposób.
Gerbera w rosie
To zdjęcie jest właśnie takim spojrzeniem. Nie chciałam fotografować całej gerbery. Interesował mnie jej niewielki fragment. Płatki. Ich delikatna, niemal przezroczysta struktura. I krople wody, które osiadły na powierzchni. Kiedy podeszłam bliżej, zaczęły wyglądać zupełnie inaczej. Niektóre były maleńkie, inne większe i niemal idealnie okrągłe. Każda łapała światło trochę inaczej. W jednej pojawiał się niewielki refleks. W kolejnej fragment otoczenia. Jeszcze inna pozostawała prawie przezroczysta. I właśnie wtedy pomyślałam, że nie potrzebuję już całego kwiatu. Ten niewielki fragment wystarczył.
Światło zmienia wszystko
Bez niego to zdjęcie wyglądałoby zupełnie inaczej. Ciepłe światło sprawiło, że jasne płatki gerbery nabrały złotych i bursztynowych odcieni. Miejscami stały się niemal przezroczyste. Ale najbardziej zmieniły się krople. Zaczęły błyszczeć. Jedne delikatnie. Inne zamieniły się w małe punkty światła. Tło rozpłynęło się w ciepłych barwach, a granica pomiędzy tym, co rzeczywiste, a tym, co stworzył obiektyw, zaczęła powoli znikać. Lubię takie światło. Nie dlatego, że pokazuje wszystko. Właśnie przeciwnie. Pozwala niektórym fragmentom pozostać miękkimi i nieostrymi, a wzrok prowadzi dokładnie tam, gdzie chcę go zatrzymać.
Nie wszystko musi być ostre
W makrofotografii głębia ostrości potrafi być bardzo niewielka. I nie zawsze chcę z tym walczyć. Na tym zdjęciu część płatków rozpływa się zupełnie. Niektóre krople są wyraźne, inne zmieniają się jedynie w jasne punkty. Tylko niewielki fragment pozostaje naprawdę ostry. Dla mnie właśnie dzięki temu fotografia ma swoją atmosferę. Nie opowiada wszystkiego od razu. Pozwala spojrzeniu wędrować pomiędzy tym, co wyraźne, a tym, czego można się tylko domyślać.
Zobaczyć coś, czego wcześniej się nie widziało
Czasami słyszę, że makrofotografia pokazuje małe rzeczy w dużym powiększeniu. Technicznie pewnie tak. Ale dla mnie jest w niej coś więcej. To możliwość zobaczenia rzeczy, obok których na co dzień przechodzimy bez zastanowienia. Gerbera nadal jest gerberą. Kropla wody nadal pozostaje tylko kroplą. A jednak wystarczy zmienić perspektywę, podejść bliżej i poczekać na odpowiednie światło, żeby przez wizjer zobaczyć coś zupełnie innego. I chyba właśnie dlatego tak często wracam do fotografii makro.
Bo kiedy patrzę wystarczająco blisko, przestaję widzieć rzeczy takimi, jakimi je znam.
Zaczynam dostrzegać je takimi, jakich wcześniej jeszcze nie widziałam.
Tak powstało „Złote światło”.